Wydarzenia || Akcja „Amor”

Fotografia przedstawiająca parterowy jasny budynek pośród drzew

Zabudowania dawnej fabryki cukierków „Amor”, po wojnie gimnazjum i liceum im. J. Chreptowicza, 1956 r, fot. S. Sudnik (zbiory MHA)

6 lipca 1943 roku na terenie Ostrowca miała miejsce jedna z akcji polskiego podziemia wymierzona w okupanta. Celem oddziału ostrowieckiego Kedywu była fabryka cukierków „Amor” i znajdujące się tam zapasy cukru. Zdobyty towar miał zostać przewieziony do Warszawy, a uzyskane z jego sprzedaży pieniądze planowano przeznaczyć na zakup broni oraz pomoc dla rodzin aresztowanych i straconych członków ruchu oporu.

Dwa tygodnie przed akcją przygotowano listę uczestników, przydzielono zadania oraz sfałszowano dokumenty pozwalające na „legalny” wjazd na teren zakładu mieszczącego się przy ulicy Polnej. Na dowódcę akcji wyznaczony został Czesław Szymański „Wiaruchna”, konwojentem miał być Zbigniew Domański „Doman”, za grupę ludzi potrzebnych do załadunku odpowiedzialny był Władysław Ciepielewski „Kudłaty”. W dniu akcji na wyznaczonym miejscu nie zjawił się dowódca, w ostatniej chwili jego miejsce zajął Mieczysław Wąs „Rogacz”.

Akcja rozpoczęła się przejazdem dwóch samochodów ciężarowych pod szlabanem fabryki. Według skąpych relacji uczestników, niedługo później miejsce zostało opanowane, łączność zerwana, a teren zabezpieczony. Załogę fabryki zamknięto w przyzakładowej komórce, która posiadała okno – ten mały, ale jak się okazało znaczący szczegół miał doprowadzić do tragicznych skutków. Jeden z pracowników, majster Walenty Wróblewski wybił okno i zaalarmował przechodzącego obok żandarma. Gdy kończono ładować cukier na samochody, od strony sąsiadującej z fabryką placówki żandarmerii rozległy się strzały – stało się jasne, że akcja została zdemaskowana. Coraz śmielsze niemieckie ataki zasypały broniących się konspiratorów nawałą ognia. W jej wyniku jako pierwszy zginął Adam Łygan. Zaraz po nim śmierć zabrała Wacława Bąka i Władysława Ciepielewskiego, który przed otrzymaniem śmiertelnego postrzału chwycił kurczowo granat. „Rogacz” wyjął mu go z ręki i rzucił w stronę Niemców – chwilę potem sam zginął. W trakcie wymiany ognia polegli też Bogusław Baranowski i Wacław Pogodziński.  

Niestety, akcja zakończyła się katastrofą. Brak właściwego rozpoznania nie uwzględniającego możliwości nieprzyjaciela, doprowadził do tragicznego bilansu – poza sześcioma poległymi, czterech kolejnych uczestników zostało schwytanych i wysłanych do Auschwitz. Niemcy stracili trzech zabitych i dwóch rannych.

Opracowanie: Mateusz Chlewicki

To top