Tradycje || Zwyczaje kolędnicze

Obraz przestawiający ludzi przebranych za kolędników, w tle wiejska zagroda

Obraz przedstawiający grupę kolędników z okolic Bielin; Stanisław Bąk, „Kolędnicy”, ok. 1972 r., olej na płycie, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Kielcach, fot. MNKi, domena publiczna

Trudno wyobrazić sobie dawną wieś bez kolędników odwiedzających sąsiadów, głoszących im nowinę o narodzeniu Dzieciątka, śpiewających kolędy i składających noworoczne życzenia. Choć w wielu miejscach w Polsce zwyczaj kolędowania zanikł całkowicie, to warto wiedzieć, że niegdyś był wyczekiwaną zimową rozrywką i bardzo ważnym elementem jednoczącym ludzi.

Kolędowanie rozpoczynało się już w dzień Wigilii (wigilijnych kolędników nazywano „podłaźnikami”) i trwało do Święta Objawienia Pańskiego (6 stycznia) lub Święta Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Było to zajęcie przypisane mężczyznom i dzieciom. I choć w literaturze etnograficznej wymienia się wiele sposobów kolędowania, to zasadniczo wszystkie oparte były na podobnym scenariuszu: przebieraniu się, odwiedzaniu kolejnych domostw, śpiewaniu, żartowaniu i zbieraniu datków. Najprostszą formą kolędowania były przedstawienia kukiełkowe. Dzieci, przebrane za pastuszków, najczęściej brały udział w kolędzie z Gwiazdą. Bardziej rozbudowane było kolędowanie z Herodem, oparte o biblijną historię tego władcy. Najbardziej ekspresyjna i improwizowana była kolęda z turoniem – antropomorficznym stworem z kłapiącą paszczą umieszczoną na kiju. Turonia prowadził korowód innych postaci przebranych za Żyda, Cygana, babę, dziada, śmierć, czy zwierzęta – niedźwiedzia, bociana lub kozę. Wprowadzony do izby turoń zaczynał psocić i skakać, aż ze zmęczenia „padał”. Wówczas rozpoczynały się śpiewy, zachęcające gospodarza do hojności – aby turoń nabrał sił. Stwór, gdy dostał wystarczającą ilość pieniędzy, jedzenia lub gorzałki, „zmartwychwstawał” w asyście śpiewów kolęd i składania życzeń. Jeśli jednak gospodarz był skąpy, mógł usłyszeć np. taką piosenkę: „Kąkol, stokłosa, urwij babie pół nosa, a dziadowi pół dupy, niech ucieka z chałupy”!

 Na kolędników czekano z radością, ale i niepokojem. Przebrania i straszne maski sprawiały, że dobrze znane osoby zamieniały się w stworzenia obce – z innego wymiaru. Kolędnicy symbolicznie zapowiadali i przywoływali nadejście wiosny. Ich życzenia i wróżby miały moc, by zapewnić powodzenie na „nowe latko”, ale też przynieść nieszczęście.

Potrzeba kolędowania zanikła wraz z rozluźnieniem więzi społecznych i migracją do miast. Do naszych czasów przetrwał jedynie zwyczaj jasełek, ale to już temat na inną opowieść.

Opracowanie: Magdalena Głąb

To top