Portret hrabiny Oktawii Wielopolskiej, Jan Rudnicki, „Portret kobiety w białej sukni”, po 1920 r. (źródło: Wikipedia; domena publiczna)
Zgłębiając wspomnienia hrabiego Antoniego Wielopolskiego, wnuka byłych właścicieli pałacu w Częstocicach, możemy poznać wiele barwnych historii, które dotyczyły losów jego rodziny. Dzieje te miały czasem wydźwięk ogólnoeuropejski, elektryzując ówczesne społeczeństwo i prasę. Snując opowieść o „nie tylko swoim życiu”, Antoni wielokrotnie przywoływał postać swego ojca Józefa, syna Marii i Zygmunta Wielopolskich, zwanego w rodzinie Jojo. I właśnie historia hrabiego Józefa Wielopolskiego oraz jego drugiej żony Oktawii, zwanej Tusią, wstrząsnęła opinią publiczną pod koniec lat 30. XX wieku.
„Aresztowanie polskiej hrabiny w sleepingu przez gestapo” – taki sensacyjny tytuł artykułu pojawił się m.in. w wydaniu „Expresu Zagłębia” z 6 października 1937 roku. Jak szeroko informowały ówczesne polskie gazety, opierając się na relacji podanej przez londyński „Daily Express”, hrabina Wielopolska została aresztowana przez tajną niemiecką policję. Wiadomość o zatrzymaniu żony popularnego w stolicy Józefa Wielopolskiego poruszyła towarzyskie koła i wzbudziła niebywałą sensację. Tusia Wielopolska była postacią znaną i podziwianą na warszawskich salonach. Wysoka, piękna i elegancka, znana była w kręgach towarzyskich jako „pani z pieskiem” od czasu wystawienia jej portretu autorstwa artysty Jana Rudnickiego w salonie Zachęty.


Według informacji prasowych, hrabina najprawdopodobniej 19 września 1937 roku (inne źródła podają datę 17 sierpnia) wsiadła w Warszawie do międzynarodowego pociągu, udając się na Wystawę Światową do Paryża i na Lazurowe Wybrzeże w odwiedziny do matki. Wraz z zamknięciem drzwi pociągu, hrabina znikła bez śladu. Od chwili wyjazdu nie otrzymano od niej żadnego listu, a matka nie potwierdziła jej przybycia. Po kilku tygodniach znajomy rodziny poinformował, że był świadkiem jak Gestapo wyprowadzało arystokratkę z pociągu na terenie Niemiec, gdzie następnie umieszczono ją w berlińskim więzieniu Moabit. Otrzymała tam numer więzienny 413. Początkowo nie podawano powodów zatrzymania. Prasa snuła różne domysły, sugerując m.in. przekroczenie przepisów dewizowych, przewożenie tajnych dokumentów, po przemyt kokainy włącznie. Zarzut jaki postawiła niemiecka strona był jeszcze cięższy. Szpiegostwo.
Czy hrabina rzeczywiście była szpiegiem? Przedwojenna sytuacja finansowa małżonków Wielopolskich była trudna. Zmieniło się to po otwarciu przez nich tzw. saloniku politycznego, którego stałymi bywalcami byli m.in. zagraniczni dyplomaci czy polscy oficerowie wywiadu. I właśnie ta działalność wzbudziła podejrzenia i spekulacje, tym bardziej, że sytuacja materialna rodziny znacznie się poprawiła. Po aresztowaniu kobiety krążyło wiele plotek o treści postawionych jej zarzutów. Doszło nawet podobno do dwóch honorowych pojedynków. Jak informowano w prasie, hr. Józef Wielopolski miał wyzwać na nie dwóch arystokratów, którzy oskarżali jego piękną żonę o przemyt kokainy.




W listach z więzienia Oktawia nie wspominała nigdy o toczącym się śledztwie i stawianych oskarżeniach. Jej korespondencja podlegała ścisłej cenzurze i wszelkie próby podania „tajnych” informacji kończyły się konfiskatą listu. Poruszano tam tylko tematy rodzinne. Pomimo wielu starań rodziny i polskiego konsulatu w Berlinie, strona niemiecka odmawiała możliwości widzenia się z osadzoną. Uniemożliwiono nawet widzenie aresztowanej z jej adwokatem, Gustawem Beylinem. Brak oficjalnego stanowiska strony niemieckiej rodziło wiele nieprawdziwych informacji. Tak było m.in. z wiadomością podawaną przez francuską prasę o wykonaniu wyroku kary śmierci przez ścięcie. Innym razem informowano o jej rzekomej wymianie za dwóch Niemców oskarżonych o szpiegostwo w Polsce.
Z innych doniesień prasowych dotyczących toczącego się śledztwa możemy się dowiedzieć, że umieszczono ją w pojedynczej celi i kilkukrotnie budzono w nocy na przesłuchania, aby złamać ją psychicznie i fizycznie. Ostatecznie po 9 miesiącach śledztwa, wręczono hrabinie akt oskarżenia. Rozprawa toczyła się przed specjalnym sądem – Trybunałem Ludowym. Po krótkiej naradzie za zamkniętymi drzwiami niemiecki sąd ogłosił wyrok skazujący hrabinę na dożywotnie, ciężkie więzienie. Oktawia już nigdy nie zobaczyła męża i córki. W czasie wojny została najprawdopodobniej przetransportowana do Auschwitz, gdzie zmarła w 1944 roku w wieku 36 lat. Jej symboliczny grób znajduje się na warszawskich Powązkach w rodzinnej kaplicy Wielopolskich.
Opracowanie: Agnieszka Barańska
