Region || Góra Witosławska

Fotografia współczesna - na zielonej polanie pośród lasu stoi drewniany jednonawowy kościółek - kaplica. Widoczne zadaszone wejście i jedna z bocznych ścian, dwuspadowy dach z sygnaturką oraz fragment prezbiterium.

Kaplica Zesłania Ducha Świętego z XIX (korpus) i XVIII wieku (prezbiterium) na Górze Witosławskiej, stan w 2023 r. (fot. M. Głąb)

Stojąc przy kaplicy Zesłania Ducha Świętego na Górze Witosławskiej w Paśmie Jeleniowskim Gór Świętokrzyskich, z łatwością można uwierzyć we wszystkie legendy i opowieści krążące o tym miejscu. Gęsty las, od stuleci porastający zbocza góry był świadkiem wielu wydarzeń, których przebiegu możemy się jedynie domyślać.

Według niektórych przekazów, na Górze Witosławskiej we wczesnym średniowieczu miał się znajdował ośrodek kultu pogańskiego. Prawdopodobnie właśnie to skłoniło benedyktynów z klasztoru na pobliskim Świętym Krzyżu do wybudowania tam w połowie XV wieku drewnianej kaplicy, której rolą miało być wykorzenienie wciąż obecnych pogańskich obyczajów. Inna wersja powstania budowli łączy ją z domniemanym fundatorem, nawróconym szlachcicem z Podola, Wacławem Jazłowieckim herbu Abdank.

Nowe wierzenia nałożyły się na stare, wzmacniając powszechne przekonanie o wyjątkowości Góry Witosławskiej. Coroczne odpusty na Zesłanie Ducha Świętego przyciągały rzesze wiernych, a kaplica na ten jeden odpustowy dzień ożywała. Przyciągała nie tylko zwykłych ludzi, ale i pustelników a czasami też awanturników, którzy osiedlali się w jej okolicy. Szerokim echem odbiła się krótka, bo zaledwie trzyletnia obecność niezwykłej postaci – samozwańczego uzdrowiciela Antoniego Jaczewicza, zwanego „Mesjaszem Gór Świętokrzyskich”. W 1709 roku, kiedy ten były krakowski zakonnik przybył do kaplicy, w kraju szalała wywołana przez wojny i srogą zimę epidemia dżumy. Jaczewicz wykorzystał to, że ludzie gotowi byli oddać majątek za zdrowie i zaczął „uleczać”, wykorzystując istniejący tam od lat kult obrazu Matki Bożej zwanej Witosławską. „Mesjasz” był sprytny, a ponadto zachłanny i raptowny. Z „Góry” uczynił swoje małe królestwo, skąd terroryzował całą okolicę. Niemoralne życie i grzeszne postępki byłego zakonnika zwróciły uwagę Kościoła – kilkukrotnie uniknął pojmania, jednak w 1712 roku dosięgnęła go sprawiedliwość. Szarlatana skazano na ciężkie roboty w klasztorze na Jasnej Górze, gdzie zakończył swój żywot.

Mimo upływu lat, Góra Witosławska nadal cieszy się poważaniem i opinią miejsca szczególnego. Choć po najstarszej kaplicy nie ma już śladu, a na jej miejscu stoi nowsza, z XVIII/XIX wieku, ludzie nadal chętnie ją odwiedzają, czerpiąc z niezwykłej atmosfery tego miejsca.

Opracowanie: Magdalena Głąb



To top