Wielkie piece Klimkiewiczowa w czasie, gdy zawiadowcą fabryki był Ignacy Cywiński; rys. J. M. Wiślicki, 1867 (źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa, domena publiczna)
Na cmentarzu parafialnym przy ulicy Denkowskiej znajduje się ciekawy nagrobek, na którym umieszczono godło górnicze – skrzyżowane młotki, żelazko i perlik. Jak czytamy na epitafium, „nie utulona w żalu córka” wystawiła pomnik ojcu, zmarłemu 25 sierpnia 1867 roku Ignacemu Cywińskiemu. W połowie XIX wieku był on zawiadowcą (zarządcą) „fabryk żelaznych ostrowieckich”, czyli wielkich pieców Klimkiewiczowa i zakładu w Kuźni, dlatego też symbolika górnicza na jego nagrobku dziwić nie powinna. Dziś symbol ten jednoznacznie kojarzymy z górnictwem, jednak dawniej górnictwo i hutnictwo traktowano łącznie, jako jedną gałąź przemysłu, dlatego skrzyżowane młotki znajdujemy często i w hutniczym kontekście.

Rodzina Cywińskich pochodziła z Krakowa, jednak Ignacy urodził się 20 lipca 1816 roku w Stradowie, w ówczesnym powiecie miechowskim. Nie wiadomo w jakich okolicznościach zdobył hutniczy fach, jakie były ścieżki jego kariery i kiedy trafił do dóbr ostrowieckich. Gdy w 1852 roku w Zawichoście zawierał związek małżeński z Antoniną ze Smolińskich, był już „oficyalistą fabryk Bankowych, we wsi Jędrzejowicach w Powiecie Opatowskim zamieszkałym”. W tym czasie w rejonie Jędrzejowic działały potężne kopalnie, skąd czerpano rudę żelaza dla należących do Banku Polskiego ostrowieckich wielkich pieców. Gdy w 1855 roku rodzi się tam pierworodna córka Marianna, w akcie chrztu obok „wielmożnego Ignacego Cywińskiego zawiadowcy fabryk żelaznych” wymienieni są w charakterze świadków miejscowi górnicy. Dwa lata później przyszedł cios – zmarła żona Ignacego, Antonina. Na cmentarzu w Szewnie zachował się jej okazały nagrobek, który wystawił „mąż z dwóchletniem dziecięciem pozostały”.


Życie toczyło się dalej. Gdy w nocy z 26 na 27 czerwca 1863 roku wybuchł w Ostrowcu katastrofalny pożar, na ratunek z sikawkami, wodą i ludźmi ruszył między innymi zawiadowca „fabryk żelaznych ostrowieckich” Ignacy Cywiński. Spłonęło 146 domów mieszkalnych, ale tylko 4 osoby straciły życie, z czego jedna rażona apopleksją na skutek silnego upojenia alkoholowego… Sam Ignacy Cywiński zmarł cztery lata później, a jego małoletnia córka trafiła zapewne pod opiekę krewnych. W 1873 roku wyszła za mąż za Aleksandra Marcinkowskiego, właściciela majątku Wola Pawłowska (niedaleko ujścia Kamiennej do Wisły), z którym doczekała się gromadki dzieci.
Opracowanie: Kamil Kaptur
