Kaplica cmentarna Męczeństwa św. Szczepana, stojąca w murze okalającym cmentarz w Szewnie, II poł. XIX wieku, fot. M. Głąb (stan obecny)
Kult zmarłych to element wspólny dla wszystkich kultur – nie ma na świecie takiej, która nie oddawałaby w jakiejkolwiek formie czci zmarłym. W polskiej kulturze ludowej śmierć traktowana była zazwyczaj jako nieodłączna część życia – nie tragiczny koniec, a przejście do innego świata. W związku z tym rodziła się troska o los zmarłego, a także chęć kontaktowania się z nim – również po to, by zapewnić mu wszystkie potrzebne w zaświatach wygody.
Choć wydaje się, że to jesień – pora zamierania przyrody, jest idealna do wspominania zmarłych, w czasach przedchrześcijańskich uważano, że wiosną oraz podczas przesilenia letniego i zimowego granica między światem żywych i umarłych jest najcieńsza. Z obchodami wiosennej Rękawki, letniej Sobótki czy zimowych Szczodrych Godów, związany był szereg czynności dedykowanych zmarłym – palenie ognia oraz składanie ofiar z jedzenia i picia. Echa tych pogańskich obrzędów pobrzmiewają we współczesnym zwyczaju palenia lampek na grobach i zdobienia ich kwiatami. Na Lubelszczyźnie do dziś istnieje zwyczaj przynoszenia na cmentarz potraw, zaś na Mazowszu w ten dzień sprzedawana jest specjalna słodkość – „pańska skórka”.


W 998 roku Kościół Katolicki rękami św. Odilona, opata Cluny, zebrał wszystkie rozsiane po roku obrzędowym święta dedykowane zmarłym, ustanawiając jedno – w Polsce nazywane Dniem Zadusznym. Wyznaczono je na 2 listopada, tuż po Święcie Wszystkich Świętych. W tradycji ludowej to właśnie ten dzień, poświęcony pamięci bliskich, był najważniejszym dniem świątecznym. Wierzono, że z 1 na 2 listopada, dusze zmarłych o północy gromadzą się w kościele na nabożeństwie, któremu przewodniczy zmarły ksiądz. Starano się, by ta krótka chwila powrotu zmarłych na ziemię, była im miła – zachowywano się cicho, zostawiano im otwarte furtki, nie wykonywano prac polowych, by nie uszkodzić duszyczek krążących po ziemi. Dużą rolę w pośredniczeniu między zmarłymi a żywymi przypisywano żebrakom – dziadom proszalnym. Jako ludzie o niewiadomym pochodzeniu i nieokreślonej przyszłości, byli traktowani jak medium i obdarowywani w tym czasie jedzeniem i pieniędzmi.
Mimo żalu, jaki wywołuje śmierć, wierzono, że zmarłym równie mocno jak niepamięć, ciąży zbyt długa i silna żałoba. Starano się więc zachować równowagę, wierząc, że mimo chwilowej rozłąki z bliskimi, spotkamy się ponownie w zaświatach.
Opracowanie: Magdalena Głąb
